28 Styczeń 2010. #18. Ciężko tak naprawdę określić kiedy można zabić człowieka. Nikt nie dał nam prawa do zabijania, chociaż z drugiej strony, nikt/nic (poza religią) nie powiedział, że nie możemy zabijać. Zwierzęta zabijają, bo muszą przetrwać, żywić się. Chcę się zabić Lyrics: 1 / Po tytule już wiesz co zrobić chcę, chcę oj chcę / Być ghulem nie Rasem mieć jak Mr. Freeze krew / Dlatego zacząłem chodzić na koła wsparcia samobójców Ktoś chce mnie zabić : jeśli śni nam się, że ktoś popełnia na nas zbrodnię polegającą na uśmierceniu nas, jest to znak, że na jawie żywimy wielkie pragnienie życia i korzystania z niego pełnymi garściami. Może to także oznaczać, że pomijamy coś ważnego, co na przykład niegdyś stanowiło sens naszego życia lub powinno Takich wypowiedzi nigdy nie należy ignorować. Niektórzy ludzie myślą, że „ktoś, kto naprawdę chce się zabić, nie pozwoli, by inni zorientowali się przed czasem”. To nieprawda. Wiele osób, które popełniły samobójstwo (choć nie wszystkie) ostrzegało o tym wcześniej w taki czy inny sposób. I wielu ludzi, którzy Czasem ''chcę się zabić'' to po prostu ''jestem samotny, pomóż mi''. ciema4 : ''Tak myślą tylko ci co chcą mieć święty spokój z tymi którzy potrzebują pomocy'' Nie koniecznie. Mnie też by nie obchodziło to, że ktoś potrzebuje pomocy. Jednak nie sądzę, że po słowach ''idę się zabić'' ta osoba powinna to zrobić. nonton film miracle in cell no 7 sub indo bioskopkeren. Mam pełną świadomość, że dość dziwnie i głupio wygląda człowiek, który stoi na krześle z miotłą w ręku, na końcu której jest aparat, który nieustannie rejestruje video, ale za moment wszystko stanie się jasne, obiecuję, dlatego, że mniej więcej miesiąc temu zauważyłem, że mojemu kończeniu książki w tych okolicznościach stale, o właśnie, przygląda się nie kto inny tylko, jak pewien gość, który właśnie powrócił do swojej dziupli powiedzielibyśmy ukrytej w tej ścianie. Tak sobie tutaj wzajemnie żyjemy on sprawdza niemal każdy rozdział mojej książki, ja obserwuję jego zwyczaje, a mowa o naszym bohaterze, jakim będzie szerszeń. Wokół tych zwierząt narosło sporo mitów i nieścisłości. Czas się z nimi rozprawić. Zapraszam. O! Jak się pięknie ujawnił na sam koniec. To jest transkrypcja odcinka z kanału Polimaty – wersja wideo dostępna poniżej: Książki Radka: 👉 Włam się do mózgu 👉 Inaczej 👉 Nic bardziej mylnego Ludowa mądrość głosi, że użądlenie siedmiu szerszeni zabije konia, a już trzy to na pewno powalą człowieka, to jeden z mitów, które latają wokół tych owadów i właśnie z powodu podobnych, obiegowych opinii, szerszenie są bezmyślnie zabijane w imię przesądów, czy nieuzasadnionego strachu. To niesamowite miejsce, gdzie możemy obserwować pszczoły przy pracy. Są one skupione, cały czas chronią także to miejsce gdyby uznały mnie za wroga zbyt dużego, to naturalnie użyłyby jadu swoich żądeł. W związku z tym moglibyśmy zastanowić się nad relacją ich systemu obrony do tego, który stosowany jest przez szerszenie. Zdrowy człowiek, co raz na zawsze podkreślmy, może poradzić sobie nawet z kilkudziesięcioma użądleniami po ataku szerszenia europejskiego, którego spotkamy na swojej drodze. Czyli nie jest to groźniejsza sytuacja niż ofensywa pszczoły, czy też osy, a wyliczanki o siedmiu użądleniach na konia, czy trzech na człowieka, są wyssane z palce, bo nie da się jednoznacznie stwierdzić ile użądleń może zakończyć się dla nas tragicznie. Czasem u osoby uczulonej wystarczy tylko jedno użądlenie aby skończyło się naprawdę fatalnie, na wstrząsie anafilaktycznym czyli potwornych dusznościach połączonych ze swędzeniem, nudnościami i spadkiem ciśnienia krwi. Identyczne jednak zagrożenie istnieje w przypadku pszczół, czy os. Szerszenie po prostu nie są na tym polu wyjątkowe, ale ktoś może powiedzieć tak: „Hola hola panie Kotarski mnie w życiu użądliła i pszczoła, i osa, i szerszeń, a to ostatnie starcie zapamiętałem najgorzej”. Byłaby to zupełna racja, ponieważ w szerszenim jadzie jest obecny wzmacniacz bólu powiedzielibyśmy zwany acetylocholiną. Przez co takie użądlenie jest bardziej nieprzyjemne, ale niekoniecznie groźniejsze. Skąd zatem wziął się taki lęk przed szerszeniami? Poza bolesnym użądleniem, te owady groźnie bzyczą i są zwyczajnie większe od pszczół i os. Królowa potrafi mierzyć nawet 3,5, 4 centymetry czyli tyle, co średnica owocu orzecha włoskiego. Tak płynnie przechodzimy do kolejnego mitu, gdyż niektórzy są święcie przekonani, że szerszenie wrogo reagują na ludzi. Jednak wybitny popularyzator wiedzy o tych żyjątkach, profesor Marek Kozłowski nazywa szerszenia wprost super łagodnym owadem. Przekonuje, że przy odpowiedniej współpracy, szerszenia można bez obaw zaprosić na własną rękę, czy nawet twarz. Żądlenie po prostu nie jest jego największym hobby. Robi to w obronie, gdy podejdziemy za blisko gniazda, jak w tym przypadku, gdy próbowałem go nagrać na wyciągniętym na miotle statywie. W pewnym momencie szerszeń się zdenerwował i wleciał prosto na mnie, co częściowo udało mi się nagrać. Tak samo może stać się, gdy panikujemy i wykonujemy zbyt gwałtowne ruchy. Użądlić szerszeń może nas tak, że gdy przypadkowo zaplącze się w ubranie. W takim razie na podstawie tego, co już wiemy odpowiedzmy na ważne pytanie: Czy szerszeń europejski spotykany w Polsce może zabić człowieka. Tak. Czy jednak jest na to duża szansa? Absolutnie nie. Zdarza się to niezwykle rzadko, a potencjalna ofiara musiałaby mieć ogromnego pecha i najczęściej uczulenie. Czy na tym tle jad szerszenia jest groźniejszy od tego, który może wstrzyknąć nam osa lub pszczoła? Również nie. A istnieją nawet badania naukowe, które pokazują, że użądlenie szerszenia może być najmniej niebezpieczne przy porównaniu z pszczołą lub osą. W takim razie poznajmy świat szerszeni nieco lepiej. Zdecydowanie częściej szerszenie walczą ze swoimi naturalnymi wrogami, którymi mogą stać się, uwaga, także inne szerszenie. Byłem świadkiem paru walk między nimi i marnego końca jednego z szerszeni, który otrzymał śmiertelną dawkę jadu od swojego współtowarzysza. Nie był już w stanie latać i wkrótce zakończył się jego żywot. A co z lokowaniem gniazd szerszeni przy ludzkich domach. Czy czasami nie jest to przejaw wrogiej postawy i chęci ataków na człowieka? Nie, bo za sąsiedztwo z szerszeniami podziękujmy sami sobie. Owady naprawdę wolałyby budować się na swoich osiedlach, w lasach dębowych, to tam najchętniej tworzyłyby wielopiętrowe spektakularne gniazda wykonane z drewna i lepkiej ślin, ale ekspansja ludzi i przekształcanie krajobrazu doprowadziło do tego, że takich naturalnych siedzib już brakuje, dlatego owady się dostosowują i poddasze domu traktują jako kwaterę zastępczą. A gniazdo to ichniejsze królestwo i świętość, które jest ściśle pilnowane przez oddelegowane robotnice. Te, w razie potrzeby będą biły na alarm aby ostrzec przed zagrożeniem. Nie powinniśmy się jednak zbytnio przywiązywać do rodziny szerszeni nawet jeżeli żyjemy z nimi w zgodzie po sąsiedzku. W następnym roku po tej konkretnej gromadce nie będzie już śladu. Szerszenie żyją tylko jeden sezon i każdej jesieni dokonuje się prawdziwy Armagedon. Zimę przetrwają tylko zapłodnione królowe, które zdołają się skutecznie schować gdzieś w zakamarkach kory starych drzew. Robotnice i samce nie mają na to szansy. Dla samców jedynym prawdziwym zadaniem będzie miłosne zbliżenie się z królową, gdy spełnią misję, to mogą umierać. Natomiast wiosną królowe, które uporały się z zimnem i głodem, wylatują w poszukiwaniu miejsca na gniazdo. Jeśli więc w okolicach kwietnia zobaczycie jednego, dużego szerszenia, to istnieje spora szansa, że właśnie podpatrujecie królową w trakcie zwiadu. Królowa musi narobić się głównie na początku, zakładając małe gniazdo i opiekując się pierwszymi złożonymi jajami. Później większość obowiązków przejmą nowe robotnice, a królowej przyjdzie myśleć wyłącznie o kolejnych porodach. Jeszcze jedno ciekawe pytanie. Czy takie społeczności szerszeni są nam jakkolwiek przydatne? Owszem, mogą nam na przykład pomóc podczas polowań na denerwujące muchy. Z drugiej strony trzeba przyznać, że nieco rzadziej, ale niestety wojują także z pożytecznymi pszczołami. Jednak obok owadów sporo na obecności szerszeni traci roślinność. Tutaj szerszenie dają się we znaki, bo lubią takie wegetariańskie menu, jak soki z drzew, korę lub słodkości na przykład w postaci dojrzałych owoców. Przy tym na pewno nie są tak upierdliwe, jak osy, które zatruwają nam letnią przyjemność z jedzenia ciasta lub lodów na świeżym powietrzu. Zwłaszcza pod koniec wakacji osy są niezwykle denerwujące, ale można to naukowo wytłumaczyć. Zwyczajnie wtedy zdarza im się latać po paru głębszych. Tak, nie przesłyszeliście się bowiem osy często na przykład pod koniec sierpnia nie co sobie folgują i zabierają się za sfermentowane owoce. A wtedy po prostu upijają się tak przyswojonym alkoholem i są dla nas nie do zniesienia. Wychodzi więc na to, że szerszenie wcale nie są takie złe. Subskrybuj „Polimaty” i otrzymuj informacje o najnowszych odcinkach. Sprawdź również inne materiały. Autor odcinka – Radek Kotarski Witam, chciałbym się dowiedzieć co mi jest. Od dłuższego czasu towarzyszy mi uczucie, że muszę kogoś zabić. Sama myśl o tym, o odebraniu komuś życia sprawia mi przyjemność. Zdarza mi się, że zaczynam dusić psa i przestaję dopiero kiedy dotrze do mnie co robię i co mogę stracić. Szybko się denerwuję, jestem agresywny. Od małego chodzę na sztuki walki, bo inaczej nie mógł bym sobie z tym poradzić. Ostatnio przestało to mieć znaczenie, to uczucie się na sila. Od dłuższego czasu myślę o wstąpieniu w przyszłości do służb specjalnych, ponieważ nadaży mi się tam możliwość spełnienia mojego marzenia, które jest dość nietypowe... Lubię sprawiać ból innym, ale nie tylko fizyczny. Często męcze innych psychicznie np. moją mamę, wytykam jej wszystkie błędy, ona zaczyna płakać, ja wracam do pokoju i się śmieje. Nie wiem co się ze mną dzieję, kiedyś nie byłem taki. Mam kilku przyjaciół, ale ogólnie relacje z rówieśnikami nie wychodzą mi zbyt dobrze. Czuję, że jestem inny. Dodam, że mam 17 lat. Nie uważam się za osobę głupią, lecz mam problemy w szkole. Nie potrafię uczyć się na błędach. Cały czas je powtarzam przez co moje oceny nie są zbyt zadowalające. Mam mętlik myśli. Często w trakcie rozmowy zmieniam temat i wszyscy patrzą na mnie jak na dziwaka. Śnią mi się straszne rzeczy, ale nie uważam je za koszmary. Po obudzeniu się chcę wrócić spać, bo tylko ten świat wydaję mi się dobry. Manipuluje ludźmi, przeważnie zawsze mi się to udaje. Jeśli mam jakąś zachciankę robię wszystko żeby ją zdobyć. Wykorzystuje ludzi do własnych potrzeb. Czuję, że jestem obojętny. Jedyną osobą, która kocham jest mój brat. Muszę go chronić za wszelką cenę. Przepraszam za niespójność tekstu, ale nie jest to moja wina. Proszę o pomoc. Nie chcę żeby moja potrzeba stała się czynem. Edytowane 7 Grudzień 2014 przez Gość PAP: Czy alergia może zabić człowieka? Prof. Bolesław Samoliński: Są alergie, które są niebezpieczne. Najbardziej dramatyczny przebieg alergii to jest anafilaksja, która – kończąc się wstrząsem anafilaktycznym – może doprowadzić w bardzo szybkim czasie do zgonu. Ale są też i takie postacie, jak np. astma oskrzelowa, przy której zdarzają się incydenty, że pacjent ma tak gwałtowny i silny skurcz oskrzeli, iż powietrze nie dochodzi do pęcherzyków płucnych, nie ma wymiany tlenowej i człowiek się po prostu dusi. Konkludując: zarówno z powodu astmy, jak i wstrząsu anafilaktycznego, alergicy mogą odejść. PAP: Co wywołuje najczęściej wstrząs anafilaktyczny – użądlenia owadów błonkoskrzydłych? U dorosłych takie reakcje na jad os, pszczół czy szerszeni zdarzają się częściej, niż u dzieci, u których takie ryzykowne reakcje ogólnoustrojowe występują raczej po spożyciu pokarmów. A niektóre pokarmy potrafią bardzo uczulać – np. orzeszki ziemne – wywołując wstrząs anafilaktyczny. Mamy dramatyczne opisy w literaturze, które pokazują, że nawet nie trzeba spożyć tego orzeszka, wystarczy być w bezpośrednim sąsiedztwie osoby, która je spożywa i sam pył unoszący się w powietrzu może być tak silnie alergizujący, że doprowadzi do silnej reakcji anafilaktycznej. Zdarzają się także wstrząsy po podaniu leków, zwłaszcza dożylnie – dostarczamy tu bezpośrednio do organizmu substancję, która w bardzo dramatyczny sposób potrafi wywołać reakcję ogólnoustrojową. Natomiast jady owadów błonkoskrzydłych są bardzo ciekawym alergenem, gdyż jeżeli możemy się chronić przed orzeszkami, mlekiem czy czekoladą po prostu ich nie jedząc, możemy wiedzieć, że pewnych leków nie wolno nam brać, to jesteśmy trochę bezbronni wobec tego, że jakaś osa pojawi się w naszym otoczeniu. Reakcja uczuleniowa rozwija się w takiej sytuacji błyskawicznie, w ciągu kilku – kilkunastu minut może być już za późno, żeby uratować użądlonego. PAP: Czy może się zdarzyć, że choć jako dziecko nie byłam uczulona na jad błonkoskrzydłych, to dziś mój organizm dorosłej osoby może zareagować na użądlenie wstrząsem, a ja po prostu o tym nie wiem? Zwykle pacjenci wiedzą, ale faktycznie jest tak, jak pani mówi – we wczesnym dzieciństwie możemy nie reagować na jad błonkoskrzydłych i dopiero później się uczulić. Bo z alergią jest tak, że jest to choroba zależna od środowiska. Geny oczywiście mają swoje znaczenie, ale to środowisko decyduje, na co się uczulamy, gdyż jak się rodzimy, nie mamy żadnego uczulenia – dopiero później je nabywamy z powodu kolejnych kontaktów z alergenem. Przy pierwszym kontakcie – niezależnie od tego, czy jest to jad szerszenia, czy orzeszki – nie wystąpi żadna reakcja. PAP: To oznacza, że jeżeli jestem miłośniczką orzeszków arachidowych i jem ich dużo, to się w końcu na nie uczulę? Tak właśnie jest, i dlatego w Stanach Zjednoczonych, gdzie się spożywa ich faktycznie dużo, alergii na nie też jest sporo. Tam są liczne towarzystwa osób uczulonych na orzeszki, grupy wsparcia, zakładane są portale, na których pacjenci się wzajemnie informują, w jaki sposób ograniczyć potencjalny kontakt z alergenem. Są porady stosowane bezpośrednio do dzieci typu: “Nigdy nie jedz kanapek oferowanych ci przez kolegów, bo nie wiesz, co tam jest”. Natomiast prezydent Obama wydał dekret, aby w szkołach amerykańskich umieścić na ścianie gablotę ze strzykawką zawierającą adrenalinę, obok wisi tablica, na której są zdjęcia dzieci z anafilaksją na skutek zażycia jakiegoś alergenu i napis: “Jeżeli John tak wygląda, zbij szybkę i podaj mu lek w taki a taki sposób”. PAP: Jeśli jesteśmy już przy adrenalinie, to – czy w myśl zasady, że paranoicy żyją dłużej – mogę pójść do apteki, żeby nabyć ten specyfik i nosić go zawsze przy sobie? Adrenalina jest lekiem recepturowym, więc nie można wejść do apteki i tak sobie ją nabyć. Jeśli ktoś nie miał nigdy żadnej reakcji anafilaktycznej, nie ma żadnego uzasadnienia, żeby ją kupował. Ryzyko wystąpienia takiej reakcji wynosi jeden na 300 tys. obywateli, natomiast takiej zagrażającej życiu – jeden na milion, a nawet rzadziej. Łatwo więc policzyć, że masowa sprzedaż adrenaliny i masowe zabezpieczenie populacji kompletnie nie mają sensu. Muszą być medyczne podstawy, żeby zaopatrzyć kogoś w adrenalinę. PAP: Jeśli wiadomo, że ktoś jest na coś bardzo uczulony, to czy może się odczulić? To zależy od alergenu. Na leki w ogóle nie odczulamy, nie ma takiej metody. Jeśli chodzi o jady owadów błonkoskrzydłych, to odczulanie pacjenta powinno być wykonane ze wskazań życiowych. Pacjenci uczuleni na jad osy, pszczoły, szerszenia, a w USA także ognistych mrówek, tzw. fire ants, powinni koniecznie skorzystać z tej metody, nota bene bardzo skutecznej, gdyż po zakończeniu leczenia przechodzi się test polegający na tym, że specjalnie się prowokuje użądlenie owada, który był przyczyną nadwrażliwości – efektem jest kompletna anergia, czyli brak reakcji. Niestety, problem jest z alergenami pokarmowymi, choć są pewne próby radzenia sobie z nimi. Taka najbardziej zaawansowana metoda lecznicza odczulania jest na orzeszki ziemne. Niektórzy się śmieją, że po tym odczulaniu pacjent może zjeść dwa-trzy orzeszki, bo mniej więcej taki efekt uzyskujemy. Problem w tym, że przy alergii na orzeszki, jak już mówiłem, śladowe ich ilości mogą wywołać wstrząs anafilaktyczny, a w rezultacie zgon, więc jeśli pacjenta odczulimy to nie po to, żeby się zajadał orzeszkami, tylko po to, aby go przypadkiem nie zabiły. PAP: Wyobrażam sobie, iż sama świadomość, że jest jakaś substancja, która może nas zabić, kiepsko wpływa na psychikę. To jest paraliżujące. Miałem pacjentkę, młodą kobietę, zdolną studentkę, a wkrótce pracownika naukowego – jak się okazało, była uczulona na selera, po spożyciu którego dostała wstrząsu anafilaktycznego. Po tym przeżyciu bała się cokolwiek zjeść, trudno było ją przekonać, że jest tylko jeden alergen, który jej szkodzi. Była przerażona, wprowadziła restrykcyjną dietę, która powodowała niedobory w jej organizmie. Wykonałem u tej pacjentki szeroką diagnostykę – nie w celu wykrycia nowych alergenów, choć i to mogło się zdarzyć, tylko po to, aby ją uspokoić, przekonać, że jest wiele pokarmów, które może bezpiecznie spożywać. PAP: Odwzajemnię się taką historią: pewien pan nie mógł spożywać alkoholu, gdyż bardzo po nim chorował, puchł cały, natomiast abstynencja bardzo szkodziła mu w interesach. Postanowiono go przebadać, bo niby dlaczego zdrowy chłop nie może. I okazało się, że mógł pić wódkę, ale pod warunkiem, że nie zakąszał jej koreczkami serowymi, które kilka dekad temu były bardzo popularne na zakrapianych imprezach. To jest znakomity przykład, jak trudnym zagadnieniem jest alergologia, gdzie specjalista wciela się w rolę detektywa na tropie zbrodniarza. Czysty alkohol – spirytus czy czysta wódka – jeżeli nie ma domieszek, nie uczula, nie powoduje więc reakcji ogólnoustrojowych. Natomiast jest czynnikiem spustowym, co oznacza, że jeżeli ktoś zje substancję uczulającą i popije to alkoholem, to ma zwiększone ryzyko reakcji anafilaktycznej. Takimi czynnikami spustowymi są też wysiłek fizyczny i zmęczenie. Nie ma oczywiście uczulenia na zmęczenie, ale jest reakcja – organizm pacjenta łatwiej reaguje na alergen. W przypadku alkoholu może być tak, że normalnie człowiek będzie spożywał jakąś substancję i nie będzie żadnej reakcji, a jeśli będzie, to łagodna, natomiast po zalaniu środka alergizującego “procentami” organizm może zareagować dramatycznie. PAP: Nie myślałam, że alergologia jest tak fascynująca… To opowiem pani inną historię, która wprawdzie nie wiąże się ze wstrząsem anafilaktycznym, tylko alergiczną wysypką. Jest opisany przypadek pacjenta, który uważał, że ma uczulenie na własnego kota, ponieważ po każdym kontakcie ze zwierzęciem dostawał na skórze wysypki. Jednak testy alergiczne wykazały, że on nie ma uczulenia na kota. To skąd ta wysypka? Swędząca, typowo alergiczna? Okazało się, że w uszach kota zagnieździły się roztocze zwane Otodectes, i to właśnie one uczulały pacjenta. Mógł sobie dalej żyć z kotem, wystarczyło wytępić roztocze w uszach. Często się zdarza, że pacjent przychodzi i mówi, iż ma uczulenie na to i na to, a my nie możemy tego potwierdzić w badaniach, dopiero skrupulatne śledztwo, uzupełnione testami laboratoryjnymi, pozwala wykryć czynnik sprawczy, który często okazuje się czymś, co “przy okazji” występuje. PAP: Nie poruszyliśmy jeszcze kwestii alergii wziewnych, a przecież te pyłki, które fruwają w powietrzu, też nas mogą zabić. Czy jest ratunek dla biednych alergików? Astma oskrzelowa to ciężka choroba alergiczna, zresztą są jej różne odmiany – łagodna, incydentalna, przewlekła… No i oczywiście ta ciężka, która na szczęście nie jest bardzo częsta – jeden na 100 przypadków astmy ma ciężką postać, pozostałe 99, nawet jeśli są zaostrzenia, jeśli pacjent się źle czuje, to najczęściej choroba jest źle kontrolowana, czyli niewłaściwe leki są stosowane, albo po prostu pacjent leków nie bierze. Natomiast astma ciężka to taka, że choć dajemy leki, to efektu nie ma. Robiliśmy badania, w których porównywaliśmy ciężkie przebiegi alergii i wyszło, że ci “ciężcy” pacjenci mają bardzo dużo skomplikowanych uczuleń, z wieloma reakcjami krzyżowymi, dlatego tak bardzo chorują. Jest też postać astmy niealergicznej, gdzie żaden alergen nie działa na organizm, i w grupie tych pacjentów przebieg choroby jest łagodniejszy, niż wśród alergików. PAP: Może się więc zdarzyć, że ktoś jest uczulony jednocześnie na pyłki traw, sierść swojego psa i jeszcze na truskawki? Tak, to jest tzw. polisensytyzacja, czyli uczulenie na wiele alergenów naraz. Jest to zjawisko, któremu towarzyszy wielochorobowość alergiczna, czyli współwystępowanie różnych postaci alergii. Można mieć izolowaną astmę alergiczną, jest to rzadkie, ale się zdarza, można mieć tylko katar alergiczny, można mieć tylko alergię pokarmową z objawami skórnymi, ale można mieć też jednocześnie zapalenie spojówek, katar, astmę, i jeszcze w dodatku atopowe zapalenie skóry. PAP: I do tego biegunkę… Ona jest konsekwencją alergii pokarmowej, ale tak, zgadza się, biegunka też może być, co jest typowe dla pacjentów, którzy mają tę polisensytyzację. Im mniej alergenów uczula danego pacjenta, tym jego stan jest lepszy i na odwrót – im więcej, tym jego stan jest gorszy i trudnej takiego pacjenta prowadzić. PAP: Ludzie często lekceważą alergię, mówią: nic mu nie jest, jakieś wymysły. Słusznie? Trzeba mieć do tego zdrowy stosunek. Większość pacjentów ma łagodną postać alergii, nie potrzebują odczulania, tylko incydentalnie, kiedy niewielkie objawy się pojawią, wystarczy, że wezmą tabletkę leku przeciwalergicznego. Jeśli jednak pacjent ma objawy alergii częściej, niż raz w tygodniu, szczególnie astmy, wtedy mówimy już o umiarkowanej postaci, albo jeszcze gorzej – o przewlekłej bądź ciężkiej. Taki pacjent powinien trafić do lekarza. Zresztą – każdy pacjent z alergią powinien do niego trafić, aby wiedzieć, na co jest uczulony, co pozwala na najlepszą i najtańszą metodę leczniczą, jaką jest unikanie alergenu. Jeśli jednak mamy umiarkowaną, najczęściej występującą postać alergii, która ma przewlekły charakter – czyli gdy objawy występują łącznie częściej, niż przez cztery tygodnie w roku – to taki pacjent wymaga specjalistycznej opieki, rozważenia odczulania, jeśli jest ono możliwe, stałego podawania leków. Przy czym nie chodzi o to, że objawy muszą występować jednym ciągiem, sumujemy ich występowanie przez cały rok: np. ma uczulenie na brzozę, a ona pyli dwa tygodnie, więc ma przez dwa tygodnie objawy, a do tego dołącza się uczulenie na trawy, a one pylą około miesiąca, to już w tym momencie mamy przewlekły charakter tego uczulenia. A jeśli taki chory ma uczulenie na jeszcze inne alergeny powietrznopochodne, to on może chorować od lutego do września, czyli ponad pół roku. PAP: Dlaczego pacjent, który ma często incydenty alergii i długo utrzymujące się objawy powinien stale przyjmować leki? Dlatego, że alergia jest samonakręcającą się chorobą. Jeżeli mam problem z alergenem i ten kontakt się powtarza, to każdy następny będzie powodował jeszcze większe zapalenie alergiczne. To się po angielsku nazywa priming effect, czyli efekt wzmocnienia, który obserwujemy u naszych chorych. Mamy różne grupy leków – np. przeciwhistaminowe, które są w postaci tabletek, szybko działają, ale tylko na pewien fragment zapalenia alergicznego, nie tłumią go całkowicie. A te, które zostaje, jest najgorsze – tzw. zapalenie eozynofilowe, odpowiadające za astmę oskrzelową, w którym komórki układu immunologicznego powodują destrukcję tkanek. Dlatego to zapalenie musi być stłumione, nie możemy go zostawić, bo pacjent będzie coraz bardziej chory, więc jedyną strategią jest włączenie leków przeciwzapalnych, sterydów. Pacjenci się martwią, czy te sterydy im nie zaszkodzą, nie zniszczą organizmu, ale uspokoję: mamy bardzo nowoczesne leki, one działają selektywnie, nie na cały organizm, w dodatku są metabolizowane w 99 proc., w związku z czym mają bardzo wysoki profil bezpieczeństwa przy dobrej skuteczności. Taki pacjent powinien być jednak pod stałą opieką lekarza, który będzie monitorował jego stan zdrowia, w razie potrzeby regulował dawki leków etc. To jest zresztą grupa pacjentów, która idealnie nadaje się do odczulania, jeśli z jakichś powodów nie ma do tego przeciwskazań. Bo przewlekły charakter alergii, np. na roztocze z kurzu domowego, pyłki kwitnących roślin, to są idealne modele do skutecznego odczulania – podając szczepionkę zmieniamy reaktywność pacjenta, ten staje się mniej wrażliwy na alergen. PAP: A co, jeśli mamy do czynienia z pacjentem, który jest uczulony na wszystko, na “świat”? Tutaj nie ma dobrych rokowań. Możemy próbować, ale tacy pacjenci wymagają większego skupienia i większego doświadczenia ze strony lekarzy, którzy muszą podjąć decyzję, czy w ogóle da się ich odczulić, a jeśli tak, to w jaki sposób – to jest już górna liga specjalistów. Natomiast czasem tych uczuleń jest tyle, iż odczulanie nie ma sensu – odczulę na jedno, a pacjent będzie nadal chorował, bo jest uczulony na inne alergeny. Odczulę na kolejne, ale on jeszcze na inne jest uczulony. Polisensytyzacja redukuje szanse wyleczenia. To ma szczególne znaczenie przy alergii, która objawia się atopowym zapaleniem skóry – w przypadku takich pacjentów odczulanie ma sens tylko wtedy, jeśli mają oni uczulenie na jeden alergen. Natomiast, jeśli pacjent jest uczulony na wiele alergenów, i to pokarmowych, do tego dochodzą uczulenia na alergeny powietrznopochodne, najczęściej roztocze, to na skuteczne odczulenie nie ma większych szans. Wprawdzie atopowe zapalenie skóry nie jest chorobą śmiertelną, ale ona tak potrafi zniszczyć życie człowiekowi, że odechciewa mu się żyć. Wyobraźmy sobie młode dziewczyny, które mają chropowatą, swędzącą skórę, nie mogą się wyspać, siada im psychika, czują się inne, wstydzą się swojego wyglądu, a czynnik psychiczny nasila jeszcze te dolegliwości, więc się drapią. Ostatnio przeczytałem wypowiedź mojego kolegi po fachu, prof. Jacka Szepietowskiego, i w stu procentach się z nią zgadzam – świąd jest jednym z najgorszych objawów, jakie występują. Można samobójstwo z tego powodu popełnić, jeżeli człowiek nie opanuje świądu. A świąd jest integralną częścią alergii skórnej. PAP: Można komuś, kto cierpi ból, dać tabletkę przeciwbólową, ale czy są tabletki na świąd? Są, ale nie tak skuteczne, jak leki przeciwbólowe. Ból jest łatwiej opanować, więc jest on mniejszym problemem, niż świąd. W najgorszym przypadku mamy narkotyczne leki przeciwbólowe, którymi potrafimy najsilniejszy ból opanować. W przypadku świądu nie potrafimy osiągnąć pełnego sukcesu. No i problem jest w tym, że te leki przeciwświądowe bardzo upośledzają sprawność funkcjonowania pacjenta, gdyż są to zwykle środki uspokajające, więc pacjent będzie wciąż spał. Rozmawiała: Mira Suchodolska (PAP) Witam, to trudne pytanie. W świecie zwierząt nie występują w zasadzie zachowania samobójcze. Pewne tego typu działania (np. stada owiec, gołębi, etc.) nie wynikają bowiem z chęci pozbawienia się życia. Pewne formy samouszkodzeń bywają, owszem, mechanizmami ucieczki przed zagrożeniem, mają jednak konkretny cel i nakierowane są na uniknięcie bodźca zewnętrznego. Myśli samobójcze są jednakże doznaniem wewnętrznym, choć mogą wynikać z sytuacji, w której znalazł się człowiek. Pisze Pani, iż nie miała w zasadzie powodu, by popełnić samobójstwo. Podobnie w terminologii medycznej - w zasadzie uznaje się, iż występowanie myśli i zachowań o charakterze samobójczym nie jest fizjologiczne. Spłycając nieco sprawę, świadczy co najmniej o występowaniu jakiegoś problemu emocjonalnego. Może być również objawem choroby. Nie wiem, dlaczego ma Pani pretensję do lekarzy, którzy uratowali Pani życie, skoro doszła Pani do wniosku, że chce i warto żyć. Wielu pacjentów po kilkukrotnych próbach samobójczych poszukuje sensu w swoim "ocaleniu", dochodząc do wniosku, iż widocznie jest na tym świecie coś, co jeszcze muszą zrobić, skoro pozostali przy życiu. Czasem droga, którą w życiu przechodzą ludzie, bywa kręta. Niekiedy cel życia pojawia się sam, bez naszego udziału. Częściej jednak musimy podjąć wysiłek poszukiwania go. Czy ten wysiłek musi być jednak uciążliwy? Czy nie może być piękny sam w sobie? Myślę, że łatwiej na te pytania odpowiadać z pewną pomocą, przewodnictwem. Proponuję Pani, by zgłosiła się do psychologa. Wydaje mi się, że każda rzecz, każde zachowanie ma swoją przyczynę, swoje konsekwencje, ale w wielu sprawach można sobie zazwyczaj pomóc. Czemu nie skorzystać z tej okazji? Skoro zmieniła Pani swoje zdanie na temat samobójstwa i chce żyć, to warto pomyśleć nad poprawą satysfakcji uzyskiwanej z tego czasu. Pozdrawiam serdecznie. Please add exception to AdBlock for If you watch the ads, you support portal and users. Thank you very much for proposing a new subject! After verifying you will receive points! Jerzy Cieślański 13 Apr 2021 12:56 7602 #1 13 Apr 2021 12:56 Jerzy Cieślański Jerzy Cieślański Level 21 #1 13 Apr 2021 12:56 Nie wiem czy to w tym temacie można pytać o nurtujące dyskutantów zagadnienie ( RTV po godzinach/ Zmarła 17-latka) , azaliż, przepływ prąd z ładowarki ładującej telefon komórkowy może zabić człowieka w wannie pełnej wody podczas korzystania z tego ładowanego telefonu (akumulatora). Czy teoretycznie, może dojść do "wytrącenia serca z fizjologicznego rytmu sterującego" 1Hz ~ 2Hz" przez impulsy/tętnienia prądów wyprostowanych 25Hz~p 50Hz ~ 100Hz z ładowarki? Czy gdzieś są takie wyniki badań? A co z oddziaływaniem prądu stałego na organizm ludzki i mięśnie serca/oraz układu oddechowego z akumulatora telefonu jeśli telefon wpadnie do tej wanny z trzymającym go człowiekiem po jednej stronie ciała a podłączona ładowarka do telefonu po drugiej stronie ciała? (bo wypadła z gniazdka sieciowego 230V 50Hz?) Jaka jest "bezpieczna" ; Moc ( prąd, napięcie, częstotliwość) przy opórz elektrycznym namokniętego i zanurzonego w wodzie ciała ludzkiego? Zwłaszcza z solami mineralnymi z moczu które mogły się do tej wanny przedostać? 😉 Jakaś czy wręcz zerowa? Wiadomo z praktyki, że nawet zwykły próbnik neonowy wykaże istnienie jakiejś energii indukowanej w odizolowanej żyle odpowiednio długiego 1m~.2m przedłużacza 2x1, 230V 50Hz, jeśli druga żyła "jest galwanicznie, pod napięciem sieciowym" Itp. Mile widziane uwagi panów od bezpieczeństwa przeciwporażeniowego, zwłaszcza "tam" tj. w podanym na początku temacie o ładowarkach. Ponieważ, temat ważny, wszelkie dowcipy i ironia, bazująca na przekonaniu że wszyscy uczestnicy dyskusji znają podstawy ochrony może być źle zrozumiana przez tamtejszych czytelników jako fachowa porada lekceważąca ostrożność zalecaną w instrukcjach obsługi telefonów. Moderated By Topolski Mirosław:Przeniosłem z: #2 13 Apr 2021 13:21 Strumien swiadomosci swia Strumien swiadomosc... Level 43 #2 13 Apr 2021 13:21 Dzisiaj robilem testy 2 ladowarek, i żyję. #3 13 Apr 2021 14:02 CYRUS2 CYRUS2 Level 42 #3 13 Apr 2021 14:02 Jerzy Cieślański wrote: Nie wiem czy to w tym temacie można pytać o nurtujące dyskutantów zagadnienie ( RTV po godzinach/ Zmarła 17-latka) , azaliż, przepływ prąd z ładowarki ładującej telefon komórkowy może zabić człowieka w wannie pełnej wody podczas korzystania z tego ładowanego telefonu (akumulatora). Nie może. Z powodu niskiego napięcia ok 4- 8VDC. Jerzy Cieślański wrote: Czy teoretycznie, może dojść do "wytrącenia serca z fizjologicznego rytmu sterującego" 1Hz ~ 2Hz" przez impulsy/tętnienia prądów wyprostowanych 25Hz~p 50Hz ~ 100Hz z ładowarki ? Na wyjściu ładowarki nie ma tych tętnień. Ładowarka to zasilacz impulsowy. Poza tym, wyjście ładowarki nie jest połączone z siecią. #4 13 Apr 2021 14:15 anchilos anchilos Level 36 #5 13 Apr 2021 14:23 retrofood retrofood VIP Meritorious for #5 13 Apr 2021 14:23 Jerzy Cieślański wrote: Ponieważ, temat ważny, wszelkie dowcipy i ironia, bazująca na przekonaniu że wszyscy uczestnicy dyskusji znają podstawy ochrony może być źle zrozumiana przez tamtejszych czytelników jako fachowa porada lekceważąca ostrożność zalecaną w instrukcjach obsługi telefonów. Jeżeli uczestnicy dyskusji nie znają podstaw, to niech wczytują się w zalecenia z instrukcji obsługi telefonów i niech wezmą je sobie do serca. Niech też przestaną robić innym wodę z mózgu. #6 13 Apr 2021 19:32 Lab75 Lab75 Electrician specialist #6 13 Apr 2021 19:32 Z doświadczenia napiszę tylko, że naiwnymi są Ci, którzy wierzą, że wszystkie dostępne na rynku ładowarki dogniazdkowe, opisane wielkimi literami "SELV" oraz np. symbolem transformatora bezpieczeństwa odpornego na zwarcie, rzeczywiście zapewniają wymagany poziom bezpieczeństwa oraz posiadają wymaganą separację pomiędzy stroną pierwotną i wtórną... #7 14 Apr 2021 20:54 Zbychul Zbychul Level 21 #7 14 Apr 2021 20:54 Zabija tam napięcie sieciowe. W części ładowarek telefonów część 230V, NIE JEST odizolowana galwanicznie od obwodu niskiego napięcia. Przekonałem się o tym zasilając przenośny oscyloskop przez złącze USB i przypadkowo zrobiłem efektowny fajerwerk. #8 16 Apr 2021 22:38 gogi20 gogi20 Level 24 #8 16 Apr 2021 22:38 Nie znam się, więc się wypowiem. Patrz post #6, #7. W przypadku tego porażenia nawet media tłumaczyły to tym, że takie porażenia mogą się zdarzyć przez "brak separacji / izolacji galwanicznej pomiędzy napięciem sieciowym i wyjściowym z ładowarek". #9 16 Apr 2021 22:58 kkknc kkknc Level 43 #9 16 Apr 2021 22:58 A w najtańszych potrafi być tylko kondensator i rezystor. Więc zdrowo wrzucić takie przewodzik do wanny. Zresztą pewnie zauważyliście że używając nietypowe i tanie ładowarki telefon się ładuje ale dziwnie zachowuje. Dotyk nie działa jak powinien telefon jest zamulony. A wystarczy odpiąć ładowarkę i jest dobrze. #10 17 Apr 2021 01:43 Tomasz Lew Tomasz Lew Level 19 #10 17 Apr 2021 01:43 Jest to prawdopodobne. Współczesne ładowarki są wykonywane w oparciu o zasilacze impulsowe, które mają duże prądy upływu, nawet kilka mA. Przy długotrwałym przepływie takiego prądu, może dojść do zatrzymania akcji serca. Gdy ładowarka ma uziemienie np taka od laptopa to nie ma problemu z pojawiającym się napięciem na wyjściu wywoływanym upływem prądu. Inaczej gdy jest wykonana w II klasie ochronności bez uziemienia. Znany jest problem kopiących telefonów, aparatów i kamer podpiętych do ładowarek z płaską wtyczką, gdy trzymając tą wtyczkę dotkniemy przypadkowo bolca uziemiającego gniazdka lub styków uziemiających (w schuko) a w drugiej ręce trzymamy ładowane urządzenie. Tu po prostu obwód zamykał się przez wannę i doszło do tragedii #11 17 Apr 2021 01:43 Chris_W Chris_W Company Account Level 38 #11 17 Apr 2021 01:43 kkknc wrote: A w najtańszych potrafi być tylko kondensator i rezystor. Więc zdrowo wrzucić takie przewodzik do wanny. Zresztą pewnie zauważyliście że używając nietypowe i tanie ładowarki telefon się ładuje ale dziwnie zachowuje. Dotyk nie działa jak powinien telefon jest zamulony. A wystarczy odpiąć ładowarkę i jest dobrze. Owszem są takie zasilacze ale "zabudowane" w urządzeniach II klasy ochronności (np. lampy ledowe), ładowarka do telefonu musi mieć separację (ja nie spotkałem ładowarki bez separacji) - to czy ta separacja jest wystarczająca lub stabilna w czasie - różnie z tym bywa. Widząc jak niektóre ładowarki się grzeją, to mam wątpliwości czy ta separacja przy takich temperaturach jest trwała (chodzi o emalię uzwojeń). Najczęściej to dziwne zachowanie przy ładowaniu jest związane z nierozpoznawaniem trybu pracy ładowarki (chodzi o kwestie fast-charge czyli prądy powyżej 500mA) - jest specjalna procedura rozpoznawania mocy ładowarki, W ładowarkach najczęściej siedzą jakieś rezystory pomiędzy pinami usb i telefon po tym się orientuje ile pobierać prądu - no więc coś z tą rezystancją jest nie tak, skoro wariuje telefon. #12 17 Apr 2021 10:59 Zbychul Zbychul Level 21 #12 17 Apr 2021 10:59 gogi20 wrote: Nie znam się, więc się wypowiem. Patrz post #6, #7. W przypadku tego porażenia nawet media tłumaczyły to tym, że takie porażenia mogą się zdarzyć przez "brak separacji / izolacji galwanicznej pomiędzy napięciem sieciowym i wyjściowym z ładowarek". Czy TY pijesz do mnie ? Opisuję FAKT , nie domysły - rozróżniasz ? Czy jak to mówił klasyk: nikt nie przekona nas, że białe to białe , a czarne to czarne . Masakra. #13 17 Apr 2021 11:07 CYRUS2 CYRUS2 Level 42 #13 17 Apr 2021 11:07 Po co kombinować ? Przecież od tego jest prokurator biorący wysoka emeryturę 100%. Zadaniem prokuratora jest znalezienie winnych. Ale jak nikt nie zmuszał dziewczyny do korzystania z ładującego się telefonu w wannie to winnych nie ma. Prawdziwa winę ponosi szkolnictwo. W szkole podstawowej powinien być przedmiot - prawidłowa eksploatacja urządzeń elektrycznych. Czy to by pomogło pewne nie jest. Bo pomimo zakazu, niektórzy (nawet trzeżwi) jeżdżą po mieście 130km/h. #14 17 Apr 2021 11:18 retrofood retrofood VIP Meritorious for #14 17 Apr 2021 11:18 CYRUS2 wrote: Prawdziwa winę ponosi szkolnictwo. Oczywiście. Ludzie kończą szkoły, dostają maturę i nie wiedzą jaka jest różnica pomiędzy adwokatem a prokuratorem. W szkole nikt nie uczy życia, nie uczy jak rozliczać się z podatków, a pisanie podań czy pism urzędowych to wciąż jedna próba i tyle. A o konieczności czytania instrukcji obsługi sprzętów, to pewnie nawet nauczyciele nie wiedzą... #15 17 Apr 2021 11:46 CYRUS2 CYRUS2 Level 42 #15 17 Apr 2021 11:46 retrofood wrote: A o konieczności czytania instrukcji obsługi sprzętów, to pewnie nawet nauczyciele nie wiedzą...Nawet jak przeczytają, to będą chcieli wylądować....... "na drzwiach od stodoły". #16 17 Apr 2021 12:29 gogi20 gogi20 Level 24 #16 17 Apr 2021 12:29 Zbychul wrote: gogi20 wrote: Nie znam się, więc się wypowiem. Patrz post #6, #7. W przypadku tego porażenia nawet media tłumaczyły to tym, że takie porażenia mogą się zdarzyć przez "brak separacji / izolacji galwanicznej pomiędzy napięciem sieciowym i wyjściowym z ładowarek". Czy TY pijesz do mnie ? Opisuję FAKT , nie domysły - rozróżniasz ? Czy jak to mówił klasyk: nikt nie przekona nas, że białe to białe , a czarne to czarne . Masakra. Nie:) Źle to może wyszło Chodziło mi, że ja się nie znam:) A posty przywołałem, bo tak wstępnie tłumaczyli w mediach mozliwą przyczynę porażenia. #17 17 Apr 2021 12:47 Krzysztof Reszka Krzysztof Reszka Moderator of Electrical engineering #17 17 Apr 2021 12:47 Prokurator już powołał biegłych z dziedziny elektroniki i elektryki (oficjalny komunikat). #18 17 Apr 2021 16:40 Chris_W Chris_W Company Account Level 38 #18 17 Apr 2021 16:40 Krzysztof Reszka wrote: Prokurator już powołał biegłych z dziedziny elektroniki i elektryki (oficjalny komunikat). Przynajmniej stwierdzą co zawiniło w urządzeniu (jaki element) - bo winnego z imienia i nazwiska raczej nie wskażą - w instrukcji obsługi stoi jak byk - unikać kontaktu z wodą, nie używać w wodzie - będzie używanie niezgodne z przeznaczeniem. #19 17 Apr 2021 17:51 kkas12 kkas12 Level 43 #19 17 Apr 2021 17:51 Ale nikt tego w wodzie nie użwał. Urządzenie (telefon nie ładowarka) wpadało do wody. Wpadło dlatego, że nieświadomy zagrożenia dzieciak korzystał z ładującego się telefonu siedząc w wannie. A dlatego telefon się ładował bo w łazience było gniazdo owe ładowanie umożliwiające. Nie byłoby gniazda, nie byłoby tragedii. Najwyżej telefon szlag by trafił, ale dziecko by żyło. #20 17 Apr 2021 17:58 kkknc kkknc Level 43 #20 17 Apr 2021 17:58 Wniosek prosty. Chcesz długiej kąpieli jesteś uzależniony od telefon to naładuj go do pełna przed. A jak nie to kup sobie powerbanka będzie bezpiecznie. #21 17 Apr 2021 18:16 vodiczka vodiczka Level 43 #21 17 Apr 2021 18:16 kkas12 wrote: Nie byłoby gniazda, nie byłoby tragedii. Pod warunkiem, że w domu nie byłoby przedłużacza lub dziecko nie wpadło na pomysł jego użycia. #22 17 Apr 2021 18:21 Chris_W Chris_W Company Account Level 38 #22 17 Apr 2021 18:21 kkas12 wrote: Ale nikt tego w wodzie nie użwał. Jak nie, jak tak. Używano ładowarki w kontakcie z wodą. #23 17 Apr 2021 18:23 retrofood retrofood VIP Meritorious for #23 17 Apr 2021 18:23 vodiczka wrote: kkas12 wrote: Nie byłoby gniazda, nie byłoby tragedii. Pod warunkiem, że w domu nie byłoby przedłużacza lub dziecko nie wpadło na pomysł jego użycia. Podejrzewam, że gdyby w łazience (świadomie) nie było gniazdka, to wcześniej byłoby co najmniej kilka rozmów o tym, dlaczego go tam nie ma. I dziecko (bo to wciąż było dziecko), wiedziałoby o tym, że i przedłużacza (jeśli w ogóle w domu był) nie wolno w łazience używać. Tak, tak, u nas szwankuje edukacja. I nie tylko edukacja elektryków. Dodano po 1 [minuty]: Chris_W wrote: kkas12 wrote: Ale nikt tego w wodzie nie użwał. Jak nie, jak tak. Używano ładowarki w kontakcie z wodą. W jakim kontakcie, nie marudź! Ładowarka była w gniazdku, a tylko wtyczka od niej była w telefonie, który wyśliznął się dziewczynie z dłoni i wpadł do wody. #24 17 Apr 2021 18:24 Chris_W Chris_W Company Account Level 38 #24 17 Apr 2021 18:24 retrofood wrote: vodiczka wrote: kkas12 wrote: Nie byłoby gniazda, nie byłoby tragedii. Pod warunkiem, że w domu nie byłoby przedłużacza lub dziecko nie wpadło na pomysł jego użycia. Podejrzewam, że gdyby w łazience (świadomie) nie było gniazdka, to wcześniej byłoby co najmniej kilka rozmów o tym, dlaczego go tam nie ma. I dziecko (bo to wciąż było dziecko), wiedziałoby o tym, że i przedłużacza (jeśli w ogóle w domu był) nie wolno w łazience używać. Tak, tak, u nas szwankuje edukacja. I nie tylko edukacja elektryków. Rozdrabniasz na drobne - winna jest też wanna stanowiąca niebezpieczny rezerwuar stojącej wody, nie dość że można się porazić, to jeszcze utopić - powinno stosować się kabiny prysznicowe z wodą wyłącznie o chwilowym kontakcie. #25 17 Apr 2021 18:25 retrofood retrofood VIP Meritorious for #25 17 Apr 2021 18:25 Chris_W wrote: Rozdrabniasz na drobne - winna jest też wanna Mam inne zdanie, żeby nie powiedzieć dosadnie: nie ... #26 17 Apr 2021 18:41 jestam jestam Automation specialist #26 17 Apr 2021 18:41 Zobaczymy co ustalą biegli. Może prokurator pójdzie w kierunku winy wprowadzających na rynek niebezpieczny wyrób i oznaczenia go CE bez spełnienia wymagań... To by trochę postraszyło importerów badziewia z Chin. Przecież tego jest mnóstwo wszędzie, nawet na elektrodzie był temat dziecka porażonego przez lamki choinkowe z izolacją schodzącą pod paznokciem. #27 17 Apr 2021 18:48 retrofood retrofood VIP Meritorious for #27 17 Apr 2021 18:48 jestam wrote: Zobaczymy co ustalą biegli. Może prokurator pójdzie w kierunku winy wprowadzających na rynek niebezpieczny wyrób i oznaczenia go CE bez spełnienia wymagań... To by trochę postraszyło importerów badziewia z Chin. Przecież tego jest mnóstwo wszędzie, nawet na elektrodzie był temat dziecka porażonego przez lamki choinkowe z izolacją schodzącą pod paznokciem. Niestety, nie wierzę w to. Dlatego, że własnie już było kilka co najmniej podobnych przypadków i wszystko się rozmyło. Importer wytłumaczy się tym, że do wyrobu dołączone jest ostrzeżenie, ale kupujący o niego nie zapytał, poza tym nikt nie przyzna się do zamontowania gniazdka... No i zejdzie kilka lat, a potem sprawa zostanie umorzona, bo nikomu nie będzie się chciało. Przecież kwestia sprzedawania zaświadczeń kwalifikacyjnych osobom bez kwalifikacji jest znana od lat. I co? I nic. Nikt nie ma pomysłu jak i czym dofinansować stowarzyszenia zawodowe, więc pozwalają im zarabiać na oszukiwaniu siebie i ludzi. Standard. #28 18 Apr 2021 10:47 CYRUS2 CYRUS2 Level 42 #28 18 Apr 2021 10:47 jestam wrote: Zobaczymy co ustalą biegli. Może prokurator pójdzie w kierunku winy wprowadzających na rynek niebezpieczny wyrób i oznaczenia go CE bez spełnienia wymagań... To by trochę postraszyło importerów badziewia z Chin. Przecież tego jest mnóstwo wszędzie, nawet na elektrodzie był temat dziecka porażonego przez lamki choinkowe z izolacją schodzącą pod paznokciem. retrofood wrote: Niestety, nie wierzę w to. Ja też w to nie wierzę. Stwierdzenie czy ładowarka spełnia wymagania na CE. Biegli nie mają do tego kwalifikacji. Należy to zlecić jednostce notyfikacyjnej.(to bardzo dużo kosztuje) Badania muszą być wykonane na nowej ładowarce. #29 18 Apr 2021 10:54 Lab75 Lab75 Electrician specialist #29 18 Apr 2021 10:54 Chris_W wrote: ...mam wątpliwości czy ta separacja przy takich temperaturach jest trwała (chodzi o emalię uzwojeń). Tak na marginesie - wszelkie powłoki lakiernicze (w tym emalie) nie są uznawane za jakąkolwiek formę izolacji z punktu widzenia wymogów bezpieczeństwa. Z tego też powodu transformatory bezpieczeństwa mają kompletnie odmienną budowę. #30 18 Apr 2021 11:00 CYRUS2 CYRUS2 Level 42 #30 18 Apr 2021 11:00 Chris_W wrote: ...mam wątpliwości czy ta separacja przy takich temperaturach jest trwała (chodzi o emalię uzwojeń). Lab75 wrote: Tak na marginesie Mamy typowy Hyde park. Piszą osoby (Chris_W) kompletnie, ale to kompletnie bez pojęcia.

czy mogę się zabić