467 views, 0 likes, 0 loves, 0 comments, 0 shares, Facebook Watch Videos from Inspiracje dla przedszkola: Czy wasze przedszkolaki też lubią się brudzić i Brudne dziecko, to szczęśliwe dziecko :) Outdoor czyli szybciej, mocniej, wyżej · July 5, 2013 · July 5, 2013 · Podczas kiedy 82% dzieci w wieku 12-14 lat deklaruje poczucie dobrostanu, w grupie wiekowej 15-17 lat szczęśliwymi określa się niewiele ponad połowa młodych ludzi. Ale z odpowiedzi rodziców wynika, że w ogóle tego spadku nie dostrzegają. Szczęśliwość swoich dzieci deklaruje 85% rodziców 12-14-latków i tyle samo rodziców Brudne Dziecko, to szczęśliwe Dziecko! Muszę przyznać, że dzisiaj było wyjątkowo brudno Typ zabawy sensorycznej, nazywany u nas po prostu Środowisko przedszkolne w duchu Montessori idealnie nadaje się do nauki języka angielskiego metodą immersji. Dzięki temu, że dziecko samo wybiera pomoc, z którą chce w danym momencie pracować, jest zmotywowane i zaangażowane w pracę. Dodatkowo, obcowanie z językiem odbywa się w różnych kontekstach, co ułatwia szybsze kojarzenie nonton film miracle in cell no 7 sub indo bioskopkeren. Czy brudne dziecko to szczęśliwe dziecko? Ile jest prawdy w powiedzeniu „dzieci dzielą się na czyste i szczęśliwe”? DLaczego „brudne” zabawy wpływają korzystnie na rozwój przedszkolaków? Aby się przekonać, wystarczy poobserwować jakie zabawy sprawiają dzieciom najwięcej frajdy. Okaże się, że są to w większości zabawy uważane za „brudne”. Oprócz dziecięcej radości, stoi za nimi kilka innych istotnych korzyści dla rozwoju dziecka. Rozwój motoryczny Dzieci lubią się brudzić. Zabawa piaskiem, błotem, skakanie po kałużach – to ulubione zabawy przedszkolaków na świeżym powietrzu. Nie ma na nie lepszego czasu niż dzieciństwo. Dorosłym już „nie wypada”. Warto pamiętać, że swobodna, może nawet nieco szalona zabawa na świeżym powietrzu doskonale wspiera prawidłowy rozwój motoryczny dziecka, zapobiegając otyłości oraz wadom postawy. Integracja sensoryczna To, że dziecko skacze po łóżku, wspina się na meble, czy tapla w błocie – to nie tylko zabawa. To również ważny bodziec wspierający rozwój jego układu nerwowego. Zdarza się, że dziecko intuicyjnie preferuje pewne zabawy, szukając bodźców potrzebnych jego układowi nerwowemu. Natura podpowiada jak zrekompensować braki. Pewne bodźce mogą okazać się zbyt silne (np. kisiel oblepiający małe rączki), a inne w sam raz (np. zabawa w kałuży). Jeśli dziecko silnie reaguje na bodźce, warto je obserwować, a jeśli objawy będą nas niepokoić – rozważyć diagnozę w kierunku zaburzeń SI. Twórcza zabawa Zabawa w błocie może być formą sztuki 😉 To samo dotyczy prac plastycznych z użyciem farb, kleju, plasteliny, piasku kinetycznego. Kiedy podczas tych aktywności dziecko musi pilnować, aby nie pobrudzić odzieży, jego działania są w istotny sposób ograniczone, a kreatywność przyblokowana. Co to za zabawa, kiedy non stop trzeba uważać, aby się nie ubrudzić? Przedszkolaki dopiero uczą się precyzyjnych ruchów. Lepiej, aby dziecko skupiło się na rysunku lub zamku z błota, niż na własnym wyglądzie. Nauka higieny Nie ma obaw, dziecko nie stanie się niechlujne! Jeśli rodzic obawia się o zniszczenie nowych ubrań, warto do przedszkola zaopatrzyć dziecko w odpowiednią odzież. Może być trochę podniszczona, „spisana na straty” 😉 Ważne, aby dziecko nie bało się jej pobrudzić. Z naszych obserwacji wynika, że dzieci doskonale czują, że sa ubłocone lub przemoczone. Uczą się, że należy się przebrać, a mokre, zabłocone ubrania powiesić na kaloryferze do wyschnięcia. Dlatego nauczyciele pozwalają dzieciom na szaloną zabawę w kałużach, lecz w żadnym wypadku nie jest to z ich strony zaniedbanie. Pedagogika montessoriańska zakłada zapewnienie dzieciom pewnej autonomii, która umożliwia im samodzielne podejmowanie decyzji i budowanie pewności siebie bez zewnętrznej oceny. Zdrowie i odporność Tutaj zarówno rodzice, jak i nauczyciele, starają się znaleźć złoty środek. Z jednej strony wiemy, że kontakt z brudem i drobnoustrojami jest niezbędny do budowania silnego układu immunologicznego, a wychowanie w sterylnych warunkach może przynieść więcej szkody niż pożytku. Z drugiej strony obawiamy się tzw. chorób brudnych rąk. Jak chronić dziecko przed chorobami, aby nie wyrządzić więcej szkody niż pożytku, a jednocześnie nie odebrać mu dzieciństwa? Warto zachować tu zdrowy rozsądek i wpajać dobre nawyki: mycie rąk przed posiłkiem czy nie wkładanie do buzi brudnych rąk oraz przedmiotów znalezionych na podwórku. Czasem warto odpuścić Rodzice dzieci mają różne poglądy na kwestię swobodnej zabawy i czystości dzieci. Jedni twierdzą, że błoto jest nieodłącznym elementem szczęśliwego dzieciństwa, inni mają obawy, że dziecko się przeziębi lub będzie w przyszłości niechlujne. Warto wziąć pod uwagę wspomniane powyżej korzyści rozwojowe, zaopatrzyć dziecko w ubrania, których nie będzie żal pobrudzić i od czasu do czasu pozwolić mu wyszaleć się w „błotku” lub pobrudzić farbami od stóp do głów. Brudne dziecko to szczęśliwe dziecko! Przeczytaj również: >> Dzień w przedszkolu Montessori >> Montessori w domu – proste zabawy dla dzieci w wieku 3-6 lat >> Odwiedź nasz INSTAGRAM Dobra mama nigdy nie powinna się wstydzić, że jej dziecko jest ubłocone, poplamione a we włosach ma farbę. Bo tak dorastają geniusze i optymiści… Nie ma lepszego czasu na taplanie się w błocie, kąpanie w keczupie i obtaczanie w piasku niż dzieciństwo. I to nie tylko dlatego, że dorosłym już naprawdę nie przystoi chodzić do pracy będąc zaklejonym od stóp do głów, ale dlatego, że rozwój sensomotoryczny wymaga ubrudzenia sobie rąk. Dzieci, uczone że najważniejsza jest czysta koszulka i wydezynfekowane ręce są z góry skazane na poważne treningMałe dzieci rosną najlepiej na świeżym powietrzu – nie ma lepszych bodźców do biegania, wspinania się, skakania i czołgania niż lasy, łąki, podwórka i kałuże. Jeśli damy maluchowi starsze, podniszczone ubrania i jasno powiemy, żeby nie bał się plamy czy czarnych kolan, to dodamy mu tym prawdziwych skrzydeł. Swobodne, szalone i bardzo brudne zabawy na dworze sprzyjają rozwojowi prawidłowej postawy, masy mięśniowej i zapobiegają szalejącej wśród czystych, siedzących w domu dzieci otyłości. W przyszłości, ubłocony chłopczyk lub dziewczynka wyrosną na ludzi, którzy lubią przygodę, kochają przyrodę i nie dławią się barwy PicassaCzy można namalować prawdziwe dzieło sztuki nie będąc pokrytym farbą po uszy? Prawdopodobnie nie. Sztuka tworzenia wymaga przekraczania barier wyobraźni, poddania się władzy zmysłów, eksperymentów z każdym tworzywem i konsystencją. A każdy maluch chce wiedzieć co się stanie gdy zmieszasz czerwony z niebieskim, zbudujesz rzeźbę z gliny albo umażesz sobie ręce i twarz smołą. Tak budzi się w dzieciach kreatywność i radość z wyrażania się poprzez kolor, kształt czy teksturę. To chyba warte jest kilku koszulek i spodni nie do odprania…Serotonina w błocieCiekawe badania z 2007 roku, przeprowadzone przez naukowców na Uniwersytecie w Bristolu, sugerują, że bakterie zawarte w glebie aktywują neurony w mózgu do wydzielania serotoniny znanej jako hormon szczęścia. To wyjaśnia radość jaką daje ludziom ogrodnictwo i szał dzieci wskakujących do piaskownicy czy plaży. Wcześniejsze studia dowodzą też, że zabawa w przyrodzie uspokaja i zmniejsza podatność na depresję oraz nadpobudliwość bo zdrowyWreszcie, zupełnie nieuzasadnione są obawy jakoby kontakt z brudem zagrażał zdrowiu naszych dzieci. Wręcz przeciwnie – to chemia, kosmetyki, farby używane we wnętrzach i ftalaty w zabawkach powodują choroby, podczas gdy naturalnie występujące bakterie, wirusy i grzyby pomagają dzieciom nabyć niezbędną odporność. A czyż nie szczęśliwsze jest dziecko nie potrzebujące inhalatora do astmy i trzech paczek antybiotyków rocznie? Według najnowszych badań pierwsze dwanaście miesięcy życia niemowląt jest najważniejsze dla właściwego rozwoju ich układu immunologicznego. Dzieci, które przed ukończeniem pierwszych dwunastu miesięcy wychowywały się w bezpośredniej ekspozycji na dużą ilość alergenów, w przyszłości rzadziej chorują na atopie. Niezliczone alergie i astma to problem dzisiejszych czasów, zwłaszcza w krajach rozwiniętych i rozwijających się. Coraz częściej zadajemy sobie pytanie – skąd to się bierze? Kiedyś przecież tego nie było. Odpowiedź może być dla niektórych szokująca, jednak w znacznej liczbie przypadków sami jesteśmy sobie winni. Człowiek z natury ma predyspozycje do przesady. Nie potrafimy znaleźć złotego środka i popadamy ze skrajności w skrajność. Gdzie leży problem? W niewystarczającej wiedzy. Okazuje się, że paradoksalnie im bardziej człowiek chce „pomóc” tym bardziej szkodzi. Ktoś kiedyś powiedział parę słów o bakteriach, ktoś powiedział coś o wirusach, gdzieś usłyszano okropne słowo „patogen” i nagle społeczeństwo oszalało na punkcie nadmiernej higieny. Odkażano wszystko i wszystkich. Najwięcej oczywiście w najbliższym otoczeniu dzieci – bo o nie przecież dba się najbardziej. Najnowsze wyniki badań, opublikowane w czasopiśmie Alergologii i Immunologii Klinicznej potwierdzają dotychczas znaną hipotezę higieny. Dzieci wychowujące się w tzw. „sterylnych domach” znacznie częściej zapadają na różnego rodzaju alergie oraz astmę. Dzieje się tak dlatego, że ich układ immunologiczny nie ma możliwości „ćwiczenia” od najmłodszych lat. Regularna (ale kontrolowana) ekspozycja na drobnoustroje stymuluje organizm do „nauki co jest dobre, a co złe”. Badanie przeprowadzono na 467 noworodkach zamieszkujących tereny śródmiejskie. Miejsce zostało wybrane nieprzypadkowo, ponieważ właśnie w dużych miastach obserwuje się największy poziom alergii, w przeciwieństwie do dzieci wychowujących się na terenach wiejskich. Stan zdrowia dzieci był monitorowany przez trzy lata, a ich domy sprawdzono pod kątem poziomu i rodzaju występujących alergenów. Wykazano, że niemowlęta które przed ukończeniem pierwszego roku życia miały częsty kontakt z sierścią zwierząt domowych, gryzoni, a nawet odchodami karaluchów, w wieku trzech lat znacznie rzadziej chorowały na świszczący oddech, różne alergie i astmę. Dzieci, które miały duży kontakt z szeroką gamą drobnoustrojów, zwłaszcza z grup Bacteroides i Firmicutes były w późniejszych latach mniej narażone na atopie. Wyniki te są zgodne z tymi, otrzymanymi w czasie wcześniejszych badań na zwierzętach. Autorzy komentują w swojej publikacji – „Jest to pierwszy raport naukowy wykazujący, że ekspozycja we wczesnym dzieciństwie na wysokie poziomy alergenów, połączona z środowiskiem bogatym w konkretne rodziny bakterii daje efekt ochronny przed atopią i świszczącym oddechem.” Dlaczego tak istotna okazała się ekspozycja już w pierwszym roku życia dziecka? Istnieje kilka możliwych wyjaśnień. Skład mikrobiomu niemowląt kształtuje się przez pierwszy rok życia, a sposób w jaki to nastąpi ma w przyszłości istotny wpływ na układ odpornościowy. „Domowe mikroorganizmy”, które były zidentyfikowane w badaniu, w większości należą do potencjalnych ludzkich kolonizatorów, produkujących ponadto ważne immunomodulujące metabolity. W związku z tym wczesna ekspozycja na tego typu bakterie mogłaby powodować ich zasiedlenie w ludzkim organizmie, które jako „skutek uboczny” powodowałoby zmniejszenie podatności na atopie i alergie w późniejszych latach. Innym prawdopodobnym wyjaśnieniem może być fakt, że wczesne zetknięcie układu oddechowego z mikroorganizmami, może wpływać na wrażliwość błon śluzowych, co w konsekwencji zmniejszałoby odpowiedź zapalną na alergeny w przyszłości. "Skład i funkcja mikrobiomu jelita silnie wpływają na reakcje immunologiczne i przedstawiają nową drogę dla rozwoju lecznictwa zarówno astmy jak i wielu innych chorób” – komentuje dla kierująca badaniem dr Susan Lynch. "Wyniki naszych badań sugerują, że jednoczesna ekspozycja na wysokie poziomy niektórych bakterii i alergenów we wczesnym życiu może być bardzo korzystne.” – dodają autorzy w swojej publikacji. O skutkach ekspozycji na alergeny w pierwszym roku życia dziecka pisano już również jakiś czas temu w Clinical and Experimental Allergy. Przebadano 566 chętnych osób w wieku 18 lat , którzy mieli dostarczyć próbki krwi oraz informacje dotyczące warunków w jakich wychowywali się w dzieciństwie. Wykazano, że dzieci wychowujące się w pierwszym roku życia wraz z psem lub kotem mają o połowę zmniejszone ryzyko wystąpienia alergii na te zwierzęta w dorosłym życiu. Czy w takim razie rodzice powinni przestać zwracać uwagę na higienę środowiska życia swoich dzieci? Oczywiście, że nie. Należy po prostu podejść do wszystkiego z głową i nie przesadzać w żadną stronę. Źródła Susan V. Lynch, Robert A. Wood, Homer Boushey, Leonard B. Bacharier, Gordon R. Bloomberg, Meyer Kattan, George T. O’Connor, Megan T. Sandel, Agustin Calatroni, Elizabeth Matsui, Christine C. Johnson, Henry Lynn, Cynthia M. Visness, Katy F. Jaffee, Peter J. Gergen, Diane R. Gold, Rosalind J. Wright, Kei Fujimura, Marcus Rauch, William W. Busse, James E. Gern. Effects of early-life exposure to allergens and bacteria on recurrent wheeze and atopy in urban children. Journal of Allergy and Clinical Immunology, 2014 Ganesa Wegienka, Christine Cole Johnson, Suzanne Havstad, Dennis R. Ownby, Charlotte Nicholas, and Edward M. Zoratti, Lifetime Dog and Cat Exposure and Dog and Cat Specific Sensitization at Age 18 Years, Clin Exp Allergy. Jul 2011 file:///C:/Users/DOM/Downloads/2014-06-early-exposure-bacteria-toddlers-wheezing%20(3).pdf POZOSTAŁE INFORMACJE Zanim zostałam mamą często w towarzystwie innych mam słyszałam powiedzenie, że „brudne dziecko, to szczęśliwe dziecko”. Wtedy określenie „brudne” bardziej kojarzyło mi się z dzieckiem, które od rana do wieczora chodzi umorusane i razem z bułką zjada brud z całego podwórka. Teraz wiem, że wiąże się to przede wszystkim z pozwoleniem dziecku na bycie dzieckiem. Z podarowaniem dziecku czasu na beztroską zabawę, na poznawanie świata za pomocą wszystkich zmysłów. Lubię porządek. Błyszczące podłogi, piękny obrus na stole i kwiaty w wazonie. Ale najbardziej lubię, kiedy moje dzieci są radosne i szczęśliwe. A kiedy dzieci są szczęśliwe? Odpowiedź jest prosta: kiedy obok jest mama i tata, a one czują się bezpieczne i kochane. Ale uśmiechy dnia codziennego, ta radość i błysk w oku, pojawiają się wtedy, gdy dziecko się bawi. Kiedy bawi się po swojemu, wykorzystując do tego głównie swoją wyobraźnię. I wcale dziecko nie musi mieć miliona pięknych, kolorowych zabawek bo najwięcej radości dają mu proste czynności. Kiedy dziecko może być sobą i bawić się, tak jak lubi Każda mama wie, że składanie prania nie obejdzie się bez pomocy małych rączek. A dziecięca ciekawość dotrze w każdy zakamarek domu. Rozsypany makaron, rozgniecione chrupki, błoto na spodniach, tysiąc ziarenek piasku w butach, rozlany sok i poplamiona bluzka, to chyba nieodłączny element dzieciństwa. Owszem, trzeba dziecko uczyć zasad, porządku i wprowadzać reguły zabaw. Jednak każdy rodzic wie, że chwila nieuwagi wystarczy, aby pokój zamienił się w sensoryczny plac zabaw. Kiedy zostałam mamą, zrozumiałam, że zabawa, to coś więcej niż tylko dziecięcy sposób na spędzanie czasu przez dziecko. Teraz wiem, że zabawa, to coś co nasze dzieci uczy, rozwija, a przede wszystkim bawi, wywołuje pozytywny nastrój i rozwija wyobraźnię. Dlatego staram się nie ograniczać ich rozwoju i podsuwam coraz, to nowe rozwiązania. Śmieje się, że w domu mam mały sklep z artykułami papierniczych. Moje dzieci bawią się, na wszelkie możliwe sposoby. Staram się dbać o ich zainteresowania i rozwijać w nich ciekawość świata. Jednak często wymaga, to ode mnie zaangażowania i nierzadko ogarniania całej sytuacji przed zabawą, w trakcie i po. Ale czy świadomość tego, że nasze dziecko pomimo brudnych rączek i bałaganu w salonie, jest szczęśliwe, nie jest najważniejsza? Pewnie, że tak! Dziecko = brudne rączki i nieskończona ilość pomysłów na minutę Ponieważ moje dzieci są w wieku 2 i 4 lat, to jeśli chodzi o zabawy plastyczne, raczej ja decyduje czym i kiedy się bawimy. Oczywiście jeśli moje dziecko poprosi mnie o plastelinę lub farby, to je dostaje. Pod warunkiem, że za chwilę nie wychodzimy na dwór, albo nie jedziemy na zakupy. W pozostałych przypadkach, to ja rzucam pomysły i organizuje przestrzeń, w której mogą się swobodnie bawić. A kiedy już, to robią, to staram się, w jak najmniejszym stopniu kierować do nich uwagi i prosić o porządek. Robię, to tylko wtedy, gdy zabawa zaczyna wymykać się spod kontroli. A poza tym pozwalam pobrudzić sobie rączki, zamalować stolik, oblepić całą kartkę plasteliną, albo przystroić okno we wszystkie kolory tęczy. Przecież wiadomo, że w takich sytuacjach nie ma co liczyć na czyste lśniące podłogi i czyste rączki. Ale za to uśmiech na twarzach moich dzieci wynagradza sprzątanie po tym całym armagedonie 🙂 Podobnie sytuacja wygląda na dworze. Jednak zdecydowanym ułatwieniem jest w tym wypadku posiadanie własnego podwórka. Dzięki temu nie musimy, jako rodzice martwić się o potargane spodnie, dziurę na łokciu, czy umorusaną twarz. Nasze dzieci mogą swobodnie bawić się na podwórku, budować zamki z piasku, tworzyć wodospady, leżeć brzuchem na trawie i chlapać wodą, gdy jest ciepło. Również spacery są dla nas czasem beztroskiej zabawy. Mając dwójkę dzieci nauczyłam się jednego: w samochodzie zawsze musi być torba z ubraniami na zmianę. Dzięki temu nie muszę się martwić o to, że moje dzieci zbierając liście w parku, czy kasztany się ubrudzą. Jeśli zdarzy im się umoczyć rękawy w fontannie, zachlapać spodnie błotem, albo po prostu całe są zakurzone i w piachu, to wiem, że nie musimy wracać śpieszno do domu. Malowanie farbami bez poplamionej bluzki, brudnych raczek i buzi w farbie, to jak zjedzenie pączka bez nadzienia. Niby się zjadło, ale brakowało tego czegoś. Niby się malowało, ale brakowało zabawy. Bo to prawda, że brudne dziecko, to szczęśliwe dziecko. W końcu, co to za zabawa, kiedy mama ciągle upomina i nie pozwala bawić się „po swojemu”, tak jak dziecko lubi, tak jak ma na to ochotę? Czasami fajnie jest pozwolić dziecku pobiegać po kałużach, zamoczyć rękawy w wodzie, wysmarować buzię farbą i nasypać piasku do butów. My rodzice i tak mamy już dość pracy. Nie lubimy dokładać sobie obowiązków, ale dzieciństwo musi być pełne radości, swobody, śmiechu od ucha do ucha i wesołych okrzyków. Dziecko i bałagan- czyli słów kilka o tym, w jaki sposób dbam o rozwój moich dzieci bez szkody dla otoczenia Nie będę ukrywać, że domowe obowiązki bywają dla mnie uciążliwe i zamiast kolejny raz w ciągu tygodnia myć podłogę wolałabym wypić kawę na balkonie. Dlatego stosuję się pewnych zasad, które pomagają mi panować nad całą sytuacją. Mam także swoje sprawdzone sposoby na organizację zabaw dla dzieci, co w pewnym stopniu pozwala nam wszystkim zachować porządek. Bez czego nie ma u ans w domu zabawy Jedną z moich ulubionych rzeczy, która często nam się przydaje jest piaskownica na balkon. Tak, piaskownica na balkon. Bo czemu by nie mieć piaskownicy na balkonie, albo jeszcze lepiej- w domu? Każde dziecko lubi bawić się piaskiem, a wiadomo, że ma to zbawienny wpływ na jego rozwój. Szczególnie jeśli chcemy ćwiczyć motorykę małą oraz usprawnić funkcjonowanie sensoryczne. Piaskownica w domu przydaje się nam do zabawy wszelkiego rodzaju masami plastycznymi, a także wodą. Piasek nie wymyka się tak bardzo spod małych rączek. Nie ląduje w każdym zakamarku pokoju i nie zsypuje się co sekundę ze stołu. Dlatego my uwielbiamy zabawy z wykorzystaniem domowej piaskownicy. Polecam! Kolejnym sprawdzonym sposobem na zabawę są plastykowe pudełka na buty. Mam ich kilka- mniejsze, większe. Wykorzystujemy je do wielu rzeczy. Są bazą naszych terrariów dla gadów, parkiem jurajskim, małym basenem, piaskownicą, którą można zamknąć i schować na szafę. Pudełka na buty są fajnym rozwiązaniem podczas malowania farbami, pod warunkiem, że dziecko siedzi na podłodze. Może wtedy do woli mazać łapkami po pudełku i tworzyć arcydzieła. Dzieci lubią malować, szczególnie w tych miejscach, w których nie mogą. Moim patentem na tą sytuację są kredki żelowe do malowania po szybie. Mają piękne, nasycone kolory, łatwo się zmywają ze śliskich powierzchni i malowanie nimi daje dzieciom dużo frajdy. Nie musimy ograniczać dziecka do malowania tylko po kartce. Najlepiej jeżeli posiadamy duże okno balkonowe, ale jeśli to to równie dobrze sprawdzają się podczas malowania na plastykowych tackach, podkładkach na stół, czy tablicy magnetycznej. My je uwielbiamy i często malujemy nimi witraże na szybach w salonie. Polecam! Kiedy małe dziecko się bawi, wiadomym jest, że skończy się to kolejnym praniem. Nie ukrywam, że plama z czerwonej farby na nowej bluzce, mnie przeraża. Dlatego kiedy daje dzieciom, tak niebezpieczne narzędzia pracy, to dbam nie tylko o ich bezpieczeństwo, ale także odpowiedni strój. Mam w szafie kilka zestawów, które leżą w niej tylko dlatego, że „może kiedyś się przydadzą”, albo „jeszcze się w nie zmieści”. I takie właśnie zabawy plastyczne, są świetną okazją, do „wykończenia” ubrań, które już dawno powinny wylądować na strychu. Rodzic nie musi powtarzać, jak zdarta płyta „Nie ubrudź się!!”, a dziecko bez stresu może się bawić. Podobnie jest z wyjściami na świeże powietrze. Jeżeli wiem, że dzieci się ubrudzą (kałuże), to zakładam im, coś czego nie będzie mi szkoda. Piękne tiulowe spódnice i nowe jeansy zostawiam na niedzielny spacer lub obiad u dziadków. Dziecko, to śmiech, radość i brudne podłogi A poza tym… Po za tym wrzuciłam na luz. Odkąd na świecie pojawiła się moja córka- drugie dziecko, to wiem, że nie można mieć wszystkiego pod kontrolą. Posiadanie jednego dziecka, które było spokojne i w zupełnie inny sposób odkrywało świat, było dla mnie dowodem na to, że można mieć dziecko i porządek w domu. Jednak pojawienie się w naszej rodzinie córki pokazało mi, że zabawa może wyglądać zupełnie inaczej. Wesoła, rezolutna, mała dziewczynka, której wszędzie jest pełno, od nowa zdefiniowała, na czym polega dobra zabawa. A starszy brat biorąc przykład (tak, przykład) z siostry, też w zupełnie inny sposób nauczył się wyrażać swoje emocje i wykorzystywać wyobraźnię. Dlatego pozwólmy dzieciom się ubrudzić. Poskakać w kałużach, jak świnka Peppa w bajce, pobrudzić w piasku, czy zamalować stół farbami i przy okazji całe ciało. 🙂 Nie mówię, że musimy pozwalać im na wszystko, co dusza zapragnie. Oczywiście, że muszą panować w domu pewne zasady i reguły zabaw. Dziecko musi wiedzieć, co może, a co nie. Ale dla dziecka najlepsze, co może być, to życie w świecie dziecka, bez dorosłych problemów i ciągłych nakazów, rozkazów. Poznawanie świata za pomocą wszystkich zmysłów, świetnie wpływa na ich rozwój. Dziecko zmienia się, dorasta i z czasem takie zabawy nabiorą zupełnie innej formy. W naszym domu znowu zapanuje porządek. Dlatego brudne, zachlapane podłogi, sterta prania i pomalowane ściany, to etap przejściowy, który szybko minie. Ale dla naszych dzieci będzie czasem radosnym i pełnym uśmiechu.

brudne dziecko to szczęśliwe dziecko